Zawsze lubiłam zwierzęta
Postanowiłam do domu sprowadzić psa. Długo zastanawiałam się, jaki ma być. Może rozczochrany
futrzak, może rezolutny jamniczek... po prawdzie zwykły kundelek też by się nadał... Trochę
rozmawiałam ze znajomymi, którzy mają czworonogi, trochę szukałam w internecie...
W końcu decyzja zapadła - pies będzie ze schroniska. Jak postanowiłam tak zrobiłam. I
zamieszkał w moim domu pies ze schroniska. Pies bardzo wesoły, pełen energii i bardzo,
bardzo wierny. Przebywał w schronisku rok. Wszystko byłoby dobrze, gdyby ktoś uświadomił
mnie, że pobyt w takich placówkach wykrzywia zwierzętom psychikę.
Schronisko to szkoła przetrwania
Pobyt w schronisku to dla psa szkoła przetrwania. Trzeba walczyć o miejsce do spania, o
jedzenie, o miejsce w stadzie. Inaczej się nie da mieszkając w jednym boksie z siedmioma
większymi od siebie stworami... Schroniskowe nawyki mój pies przeniósł do domu. Mimo, że
miał swoje miejsce do spania, przez pierwsze tygodnie warczał na każdego, kto tylko się
zbliżył. Dopiero po 3 miesiącach zrozumiał, że głaskanie psa to dobra sprawa. Trzeba było
dużo, dużo cierpliwości i dużo ciepła, aby wyciszyć w nim te złe emocje.
Psia wdzięczność
Było jednak warto. Jest ze mną już dwa lata i mogę szczerze powiedzieć, że tak wesołego i
wiernego psa nie ma nikt. Zachęcam wszystkich, którzy chcieliby mieć w domu zwierzaka:
jeżeli macie dużo cierpliwości i dużo ciepła, to czekają na Was w schroniskach stwory, które
mają tylko jedno marzenie - mieć swojego pana.
Miłośniczka czworonogów