9 czerwca 1977r, ulicami Wapna: Staszica i Ogrodową, po raz siódmy od czasu, gdy władze powiatowe
wydały na to zgodę – przemieszcza się procesja w uroczystości Bożego Ciała.
Zaledwie kilka miesięcy później, gdy 5 sierpnia woda wedrze się do wapieńskiej kopalni soli a ludzie
zaczną ewakuować się z Wapna z nomenklatury tej miejscowości znikną nie tylko wzmiankowane już ulice,
ale również takie, jak Okrężna, Pocztowa czy też Obrońców Stalingradu. Władze nakażą również ewakuację
kościoła i plebani w Wapnie.
Czasowo, msze św. mają się odbywać na stadionie sportowym w Wapnie. Od wczesnych godzin rannych, po
wieczorne trwa ewakuacja kościoła i plebani. Proboszcz ks. Jerzy Basak przenosi się do p. Ciesielskich
na ulicę Sportową. Czasowość tego pobytu, ma się rozłożyć na długie cztery lata. Wtedy jednak nikt nie
zdaje sobie jeszcze z tego sprawy.
Nikodem Sierszulski z Podolina przekuwa ścianki działowe stadionowych szatni, tworząc powierzchnię pod
prowizoryczną kaplicę. Z czasem na ścianie nośnej, skierowanej w kierunku trybuny staje główny ołtarz,
a w łaźni, gdzie swego czasu myli się sportowcy, umiejscowiono konfesjonał do słuchania spowiedzi.
4 grudnia 1977r. pierwszy odpust parafialny w nietypowych warunkach. Sumę ku czci św. Barbary, patronki
górników odprawia ks. dziekan Wiesław Kreisner z Kcyni. Później Pasterka bożonarodzeniowa w równie
trudnych, arktycznych wprost okolicznościach. Msze św. w Wapnie odbywają się także w prywatnych domach
pp.. Kuszów oraz Kaniewskich, z ulicy Długiej.
Rok następny 1978, w kaplicy na stadionie w Wapnie, dzieci przystępują 14 maja do I Komunii św. Rok
kolejny, to wspaniała uroczystość - Nawiedzenie Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w naszej Parafii.
3 marca 1979r. przejdzie na zawsze do historii kościelnej Wapna. Obraz Nawiedzenia w samochodzie-kaplicy
zajechał przed bramę wejściową na stadion. W procesyjnym orszaku wniesiono Obraz Nawiedzenia na duży
tron, zbudowany na boisku obok szatni. Nieśli go umundurowani strażacy oraz górnicy. Boisko pokryte
było grubą warstwą topniejącego śniegu, pod wpływem padającego rzęsiście deszczu.
Obok tronu, osłoniętego silnym dachem widniały kontury klasztoru jasnogórskiego oraz napis: ”Oto Matka
nasza i Królowa”. Wierni, w ilości około trzech tysięcy stali pod dachem parasoli, a ich nogi grzęzły
w błocie.
Obraz Nawiedzenia przekazał proboszcz Parafii srebrnogórskiej, ks. Ryszard Komczyński na ręce
proboszcza Parafii z Wapna, ks. Jerzego Basaka. Następnego dnia Obraz Nawiedzenia został przemieszczony
z Wapna do mieszkańców grodu Jakuba Wujka, wągrowczan. Świadkiem uroczystości w Wapnie był biskup Jan
Michalski z Gniezna.
Dużo trudu włożyli miejscowi parafianie w przygotowanie tej uroczystości. Poprzedzające ją dni
spędzili tłumnie na odśnieżaniu dróg dojazdowych do stadionu. Podgórną i Sportową odśnieżono łopatami,
wysiłkiem ludzkich rąk. Ksiądz Basak pracował po równo z ludźmi, zapraszając zmęczonych parafian na
herbatę, którą serwowali p. Ciesielscy.
Jako, że drogi w owym czasie bywały trudno przejezdne, księdzu nieraz zdarzało się wędrować do
stadionowej kaplicy polami. Osobny rozdział historii tworzyli wtedy piłkarze miejscowego klubu „Unia”.
Mając na stadionie za sąsiada Pana Boga - grali jak z nut. W Wapnie nie wygrywał wtedy nikt, a
miejscowa drużyna pięła się coraz wyżej w hierarchii sportowej. W pewnym momencie wydawało się nawet,
iż awans do 3 ligi stoi przed klubem z Wapna otworem.
Wielu z nas, myśląc wtedy o tragicznej sytuacji Wapna, po katastrofie kopalni - wierzyło, iż : co nas
nie zabije, to nas wzmocni. To wtedy też, rodziła się legenda księdza Jerzego Basaka, który w obliczu
zaistniałej sytuacji mógł odejść do innej parafii, zdecydował się jednak pozostać z parafianami na
dobre i na złe. Msze św. na stadionie odbywały się niekiedy w czasie trwania meczów piłkarskich, gdyż
wszystkiego nie szło zaplanować i przewidzieć. Pół biedy, gdy to było w niedzielę, wtedy parafianie
omijali płytę stadionu szerokim łukiem, chociaż starsze osoby podejmowały próbę jej przekroczenia nawet
w trakcie trwania meczu...
W tygodniu nie zważali już na nic, wydeptywali ścieżki. Bywało, że zapominał się i ksiądz proboszcz.
Wtedy jeden z bardziej zasłużonych dla klubu zawodników, nie omieszkał odezwać się humorystycznie do
księdza proboszcza, tymi słowy: „...Ej, Panie Ksiądz - gdzie Pan idziesz?...” Generalnie, my sportowcy
żyliśmy z księdzem proboszczem w wielkiej zgodzie i te słowne utarczki tylko pogłębiały naszą wzajemną
sympatię.
2 października 1979r. do stadionowej kaplicy przybywa ks. kard. Prymas Stefan Wyszyński. Ogląda
zniszczenia w Wapnie, zapoznaje się z miejscem pod planowaną budowę nowego kościoła i plebani. Plany te
odeszły jednak w czasowe zapomnienie, gdy 27 października 1981r. zapadają decyzje na wyższym szczeblu -
o ponownym otwarciu kościoła w Wapnie.
Jeszcze tylko ostatni ślub w stadionowej kaplicy, Doroty z Kiełtyków oraz Waldemara Grewlinga,
ówczesnego działacza klubu piłkarskiego, mający miejsce 24 października 1981r. i po przeszło
czteroletniej przerwie, 8 listopada 1981r. zostaje odprawiona msza św. w na nowo otwartym kościele p.w.
św. Barbary w Wapnie. Celebruje ja bp. Jan Michalski. Sportowcy z Wapna otrzymali na powrót w
użytkowanie swoje obiekty, będące w czasowej dzierżawie u Pana Boga. "To se ne wrati" – jak mawiał
Pan Havranek... ale się zdarzyło i zostało zapisane złotymi zgłoskami, w historii Wapna, wapieńskiego
sportu i tutejszej Parafii.
Zbigniew Grabowski