Ostatni pociąg z Wapna, wyjechał 23 czerwca 2000 r. Od tego czasu, pusty i zarośnięty peron
zdaje się li tylko, przypominać o latach świetności Wapna. Budynek stacji i drugi z nią
sąsiadujący, częściowo zamieszkałe przez rodziny kolejarskie – jawią się niczym relikty pewnej
epoki, związanej z kursowaniem tutaj przez lata pociągów. Nie były ich w stanie zatrzymać nawet
działania wojenne okupanta. Powiem przekornie, iż Niemcom jeszcze bardziej zależało wtedy na
funkcjonowaniu kolei, gdyż wapieńska sól była łakomym kąskiem, który należało stąd wywieźć jak
najszybciej.
Odkrycie przez Bolesława Moszczeńskiego w roku 1871 złóż soli w Wapnie i w Inowrocławiu spowodowało,
iż istnienie kolei było elementem przetargowym dla ówczesnego rządu polskiego na tyle, że
zdecydowano się na jej początkowe wydobywanie tylko w Inowrocławiu. Tam kolej funkcjonowała już od 26 maja 1872r. natomiast linia kolejowa Gniezno –
Nakło, została uruchomiona dopiero 1 listopada 1887r.
Nadszedł jednak, taki czas dla Wapna, iż bez kolei trudno było tutaj sobie wyobrazić dalsze
życie. Istniały przecież w Wapnie dwie kopalnie – solna oraz jeszcze starsza, wydobywająca gips.
Trzeba było te kopaliny, wywieźć stąd - w szeroki świat. Jeszcze przed I wojną światową,
wywożono z Wapna 20 – 25 tys. ton gipsu rocznie, później było już jednak gorzej. W roku 1929
kopalnia gipsu przestała istnieć, rozwijała się natomiast kopalnia soli. Rocznie, ze stacji
Wapno w latach 20-tych i 30-tych, a były to lata trudne dla polskiej gospodarki – wywożono: 60 –
80 tys. ton soli rocznie.
O tamtych kryzysowych latach rozmawiałem swego, czasu ze 100 – letnią, Wandą Krzyżaniak, której
mąż, był wtedy kolejarzem na stacji w Wapnie. Mówiła o ładowaniu soli na wagony w późnych
godzinach nocnych. Z tych wagonów tworzono później tzw. wahadła, które wczesnym rankiem ruszały
w świat. Niemcy potrafili w latach okupacji, po wprowadzeniu zwiększonej mechanizacji – wywozić
stąd ponad 200 tys. ton soli, rocznie. Lata powojenne, to lata zwiększonego wydobycia, które z
czasem sięgało nieomal już 500 tys. ton soli rocznie.
Katastrofa kopalni soli - 4 sierpnia 1977r. spowodowała, iż ruch kolejowy na stacji Wapno
został wstrzymany na długie dwa lata. Szczególnym problemem stały się dojazdy młodzieży do
okolicznych szkół średnich, jak również dojazdy do pracy przez osoby dorosłe. Podjęto działania,
które doprowadziły do ponownego uruchomienia linii kolejowej relacji Gniezno – Nakło. W 26 dni,
wykonano wszystkie prace, łącznie z położeniem torów na odcinku ponad 2 km .
W obecności władz - sekretarza KW PZPR w Pile – Józefa Foita, oraz wice wojewody – Zdzisława
Wojteckiego, 6 września 1979r. na stację w Wapnie, wjechał ponownie pociąg. Społeczeństwo Wapna,
delegacje zakładów pracy, młodzież szkolna - witali kwiatami i radosnymi okrzykami gości
przybyłych pociągiem. Każdy z przybyłych gości, każdy pracownik kolei – otrzymali symboliczny
kwiatek, tym bardziej, iż 9 września przypadał Dzień Kolejarza. Potem był uroczysty przemarsz
do szkoły w Wapnie, dumnie, z przygrywającą, zakładową orkiestrą kopalni. W auli szkolnej
serwowano zaś grochówkę, którą przygotowało wojsko, stacjonujące w Damasławku. Żołnierze z tej
jednostki pracowali, między innymi, również przy układaniu torów kolejowych w Wapnie...
Dziś, gdy kolej w Wapnie odeszła w zapomnienie, rodzi się problem - co z infrastrukturą, która
pozostała, a która wciąż stanowi własność kolejarską? Wójt gminy, Andrzej Bąk mówi – Problem
przekazywania mienia kolejowego gminom, nie jest problemem nowym. Mówi się o tym przynajmniej
już od dwóch lat. My już i tak, częściowo wykorzystujemy pomieszczenia stacyjne. Na pewno,
jakimś problemem są istniejące tam mieszkania... PKP, chce się wyzbywać rzeczy, które im w
przyszłości nie będą już potrzebne... Gminy chciałyby trochę więcej obszaru, niż same budynki,
bo gdyby w przyszłości, chciało się je na „coś” użytecznego przeznaczyć, to trzeba by przy nich,
zrobić chociażby tylko parkingi.
Dziś, chociaż w Wapnie kolei już nie ma, problem z nią związany - wciąż pozostaje do rozwiązania.
Zbigniew Grabowski